Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

ANACONDA - BAD HORROR CLUB

Artykuł zawiera spoilery!

W świecie badziewnych horrorów królują różne filmy. Z pasją osobiście jestem wyznawcą kategorii B z lat 50., modlę się do kolejnych części Teksanskiej Masakry Piłą Mechaniczną i nie mogę się doczekać, kiedy na święta dostanę trzecią część Halloween, ponoć zupełnie niezwiązaną z oryginałem. Jednak czymże są wszystkie te filmy w porównaniu z dziełem Luisa Llosa, które zasłużyło na miano legendy zanim jeszcze pojawiło się w niedzielny wieczór na TVN? W jakiś dziwny sposób film ten wybił się ponad ‘Atak Szablozębnego’ i ‘Mega Shark VS Giant Octopus’. Dziwnym trafem nie widzieli go tylko weterani kina złego, ale po prostu każdy. To prawdopodobnie pierwszy film od piętnastego roku życia, który widziałeś mając dwanaście. Parafrazując Guns’n’Roses:

Welcome to the jungle
Where the snakes look crap
We got everything you (don’t) want
Honey we know what’s bad


ANACONDA jest jednym z tych filmów, które chcesz oglądać pięćset razy, a każdą scenę musisz powtarzać kilkakrotnie, bo inaczej dosłownie nie uwierzyłbyś w to, co widzisz. Nie tylko musisz wytężać wzrok i słuch, by móc w pełni rozkoszować się tym cudem natury, ale też nieustannie robić notatki, albowiem Hans Bauer oraz Jim Cash przekazują nam wiedzę, która moim zdaniem może w przyszłości ocalić niejednemu z nas życie. Wiedza o wężach, którą obecnie posiadam przekracza wiedzę zwykłego naukowca. ANACONDA albowiem, nie zagłebia się jedynie w techniczne aspekty życia tych niezwykle groźnych potworów, ale również w ich psychikę i uczucia. “Anakondy nie są usatysfakcjonowane po zjedzeniu ofiary”, czytamy w gwiezdno-wojennym tekście pojawiającym się na poczatku filmu. Może mi jeszcze powiedzcie, że czują się winne…

Po tym jak tytuł zostaje dosłownie wykrzyczany z ekranu, widzimy człowieka, który próbuje za wszelką cenę uciec z planu tego kiczu. Mimo iż nigdy nie dowiadujemy się niczego o tej anonimowej ofierze, w jakiś dziwny sposób czuję, że zaczynam się z nim identyfikować. Facet po prostu marnuje czas i ja chyba również marnuję czas oglądając ANACONDĘ. Rozumiem, że czająca się groźna muzyka i kręcąca się kamera są zwiastunem ataku na tego nieszczęśnika. Ewidetnie zdając sobie z tego sprawę, facet robi wszystko, po prostu wszystko, żeby zostać zjedzonym. Marnuje dziesięć minut na walenie w maszynę, przez którą próbuje się skontaktować z kimś (tak w ogóle to ofiara nie ma imienia, nie ma historii, nawet go nie tłumaczą- twórcy wyjątkowo starają się, żebyśmy mieli go w dupie), następnie kiedy to zawodzi, marnuje kolejne minuty na barykadowanie drzwi, tylko po to, żeby podłoga zaczęła się zawalać. Następne dziesięć minut poświęca na odbarykadowanie drzwi, tylko po to, żeby zupełnie inną drogą wspiąć się na szczyt swojej łodzi I zmarnować większość naboi strzelając w stronę anakondy ZANIM ona pojawi się na ekranie. Nie mogąc znaleźć wyjścia z tego beznadziejnego filmu, facet popełnia samobójstwo. Czy już również się z nim identyfikujecie?

Następnie zapoznajemy się z tą główną historią, która już powinna nas obchodzić. Czy to tylko ja czy ten film nie tylko jest cholernie rasistowski, ale dodatkowo niezwykle szowinistyczny?
Nasza dzielna załoga składa się z najbardziej wielowymiarowych i interesujących bohaterów: jest Jennifer Lopez w roli naukowca? Filmowca? Green Peace-owca? Whatever, jest bez makijażu, więc wiemy, że gra. Towarzyszy jej Eric Stoltz, który zostaje zdyskwalifikowany przez zabójczą osę na początku filmu. Przeżywa, ale przesypia cały film. Założę się, że castingi o tą rolę były najbardziej zażarte. Jest również Ice Cube, który gra murzyna. Kari Wehren, która gra laskę z dużym biustem, który zupełnie przypadkiem zawsze widać. Vincent whoever, który gra skurwysyna z dziwnym akcentem, który po prostu źle patrzy na innych (uuuu, zły wzrok)- Misza, Sergiej, Vlad obecny na każdej łodzi, każdej ekspedycji w nieznane. Co jest większym skurwysyństwem niż dziwny akcent? Brytyjski akcent! Dlatego zupełnie niesteoretypowo na łodzi ląduje również ktośtam ktokolwiek w roli ‘jestem-taki-angielski-że-traktuję-wszystkich-jak-służących-i-nigdy-nikogo-nie-słucham’. Jest jeszcze Owen Wilson- czy muszę to nawet komentować?

Poszukując fabuły trafiają na Jona Voighta w tarapatach, który dołącza do wyprawy. Szybko odkrywamy, że jest jeszcze większym dupkiem niż Anglik i Mateo (MATEO??? Wow, ale groźne imię), bo nie tylko mówi po angielsku jak Anglik, ale ma jeszcze dziwniejszy akcent niż… cóż, sami chcieli, Mateo. Jon Voight ewidentnie dopiero co wrócić ze Szkoły Aktorskiej dla Niewidomych I Niesłyszących, bo wrzeszczy jakby niedosłyszał i zawsze, ZAWSZE mruży oczy. Chcę powiedzieć, że po obejrzeniu ANACONDY Steven Seagal, Chuck Norris, Arnold nawet to mięczaki. Wszyscy wymiękają przy mocartwie Jona Voighta.

Niedługo po tym jak dołącza do nich, He-Man, przepraszam, Jon Voight, nasi bohaterowie zostają zaatakowani przez siły natury. Burza zostaje pretekstem do pokazania mokrych, obcisłych podkoszulków. Zaraz po burzy wszyscy przywdziwają bezpłciowe, flanelowe koszule z długim rękawem. To ma sens.

Oczywiście z czasem odkrywamy, że Jon Voight ma niecne zamiary wobec wyprawy. Wcale nie chce zawieźć bezpiecznie śpiącego królewicza do szpitala, ale chce kasy. A jak dobrze wiemy, jeżeli ktoś robi coś dla pieniędzy, to jest na pewno zły. Czy ANACONDA nie sprawia, że życie wydaje się prostsze? Źli chcą kasy, a dobzi wyglądają jak Jennifer Lopez.

W całym tym zamieszaniu natura po raz kolejny atakuje naszych niezwykle głębokich bohaterów. Powierzchnię zaczynają pokrywać tysiące (ok, w rzeczywistości może dziesięć po prostu) małych węży i w tej właśnie scenie pojawia się sposób miesiąca. ANACONDA radzi, co zrobić kiedy Twoją łódkę zaatakują węże:
Jennifer Lopez: Snakes!
Jon: They’re just babies.
Jennifer: But how do we get them off the boat?
Jon: Come on, babies. Come to mama…
Mam dziwne przeczucie, że tym sposobem pozbycie się węży zajmie jakiś czas…

Wracając do porywającej historii. Każdy z jakiegoś powodu zaczyna lądować w wodzie, co jest oczywiście pretekstem do pojawienia się na ekranie anakondy, największego, najgroźniejszego i przyrzekam, zwierzęcia o najgłupszym spojrzeniu na świecie. Czemu zrobili jej takie durne oczy? Nie wiem. Widzisz ją i wiesz, że nie ma pojęcia, co robi w tym filmie. Poza tym pojawienie się anakondy jest najmniej widowiskowym, najmniej zaskakującym i najmniej przerażającym wejściem potwora w historii filmu. Po prostu się pojawia. Po prostu ją widzimy. To wszystko. Żadnego slow motion, zadnego pokazywania jej wielkości od ogona, nawet zadnej groźnej muzyki! IN YOUR FACE, bez pardonu.
Całą noc spędziłam myśląc nad słowami, które wyraziły moje odczucia wobec scen akcji w tym filmie, mam na myśli ataki anakondy. Naprawdę, takie słowa nie istnieją. W internecine krążą jakieś filmiki i chyba nie pozostaje mi nic więcej jak polecić obejrzenie kilku z nich i przekonanie się na własnej skórze jak nisko można zejść. Uwaga: obejrzenie scen ataków anakondy grozi śmiercią przez uduszenie ze śmiechu.

Moją ulubioną sceną ataku w tym filmie jest jednak nie atak anakondy na któregokolwiek z bohaterów, ale zamordowanie biuściastej laski Owena Wilsona przez Jona. To szczyt twardzielstwa w parunastu sekundach:

Lekcja: Jeżeli uprawiasz seks w horrorze, na pewno umrzesz. Jeżeli uprawiasz seks w horrorze z Owenem Wilsonem, na pewno umrzesz w bardzo… ekhem, ciekawy sposób.

Po dalszym rozwoju akcji, zostajemy sam na sam ze złym Jonem (który związując Jennifer i Ice Cuba- Boże, dlaczego, dlaczego on gra w filmach?- oblewa ich krwią martwej małpy! Perwers). Niestety nie udaje mu się dokonać więcej międzygatunkowych eksperymentów, ponieważ na pokład przybywa anakonda. Oczywiscie Jon próbuje ją również uwięzić (i oblać krwią małpy), ale nie odnosi sukcesu. Jednak śmierć Jona jest tylko pretekstem do udowodnienia, że Sylvester Stallona to zwyczajna ciota. Jon zostaje, uwaga, zjedzony przez anakondę, zwymiotowany przez anakondę i jest na tyle świadomy, że mruga swym już przymrużonym okiem na Jennifer! Jon, adoptuj mnie, proszę.

Ice Cube i Jennifer zostają zbawieni, rozpieprzają wszystko, co się da, po czym spotykają dobrych Indian, z którymi nie mam pojęcia, co robią, bo film się w tym momencie kończy. Wszyscy żyją długo i szczęśliwie…

ALE CZY NA PEWNO???

Oferma Oferma

Tradycyjnie już lepiej się to czyta niż ogląda to o czym się czyta ;)

.

Aquilla Aquilla

No cóż, muszę stwierdzić jedno - mrugnięcie zapamiętam do końca życia... Ble....

.

queerdelys queerdelys

A jak recenzja? Nie za długa? Muszę się pochwalić, że zdjęcia z filmu robiłam sama;p

.

michuk michuk

Notka bardzo dobra. Z suspensem :)

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

Recenzja boska :)

Ja jestem jedną z tych gap, która Anakondy nie widziała, ale szybko nadrobię zaległości.
Uwaga co do początku notki: Teksańska masakra piłą mechaniczną w wersji pierwotnej to świetny film, reszta to pewnie rzeczywiście badziewie. A co do najnowszej wersji Halloween, to jeśli masz na myśli film Roba Zombie, to się niestety zawiedziesz, bo do "Bad Horror Clubu" się niestety nie kwalifikuje.

.

queerdelys queerdelys

Jest coś takiego jak Teksańska Masakra Piłą Mechaniczną- The Next Generation z Rene Zellweger- naprawdę nie warte uwagi;)
Nie, nie, nie mam na myśli Roba Zombie- Roba Zombie naprawdę lubię i uważam, że jego Halloween jest bardzo dobre. Mam na myśli coś co się nazywa Halloween 3- Season of the Witch- coś z wiedźmami, z robotami, ale nie ma nic wspólnego z Myersem;p

.

Esme Esme

Świetna recenzja - kolejne sequele Bad Horror Club utrzymują wysoki poziom, co się rzadko zdarza w branży filmów grozy :)

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook